Grupa DELFIN
Strona głównaLista dyskusyjnaArtykuły Thursday, 09 September 2010
Szukaj
Gość
Login  
Hasło  

Rejestracja
Zapomniałeś hasła?
Nawigacja
Lista dyskusyjna
Artykuły
Księga Gości
Fotogaleria
Kontakt
Informacje osobiste
Szukaj

Katalog stron www
Polecane strony www
Nasze banery
Nasz Przewodnik
Odżywianie w SM
Nasze odżywianie
Mama z SM
Problemy z pęcherzem
Różne
Inne
Codzienność
Moc wyobrażni
Ruch i ćwiczenia
Doniesienia naukowe
Ośrodki rehabilitacyjne
Ciekawostki
dr Joanna
Odpowiedzi
O lekach
Przewodnik SOBIE MOC
Raporty z podróży
Refleksje i listy
Rehabilitacja Wielow...
Tłumaczenia
Agata Augusiak
Opowiadania
Andrzej P.
Wiersze
Iza Bednarczyk
Polecane lektury
Przemyślenia, cytaty...
Wiersze
Moje projekty
Ksiądz Tomasz
Homilie rok 2002
Homilie rok 2003
Homilie rok 2004
Homilie rok 2005
Homilie rok 2006
Homilie rok 2007
Homilie rok 2008
Homilie rok 2009
Homilie rok 2010
Kazania okolicznościowe
Rysiek Pilch
Poprawa mojego zdrowia
Sabina Urbaniak
O Sabinie
Listy
Modlitwy
Refleksje
Wiersze
Zdrowienie
Zbyszek Rękas
O mnie
Naturalne Leki
Przepisy kulinarne
Zosia Choińska
O mnie
Opowiadania
Ważne książki
Poprzednia strona
Cierpienie jest po to, żeby wyzwalało miłość
Myślę, że każdy człowiek w swoim życiu wiele razy pyta o sens cierpienia. Najczęściej pytanie to rodzi się wtedy, gdy dotyka nas choroba, jakieś nieszczęście, lub gdy cierpi ktoś z naszych bliskich. Pytania: "dlaczego?" i "za co?" prowokuje również widok nieuleczalnie chorych. Trudno znaleźć na podobne pytania odpowiedź. O wiele trudniej jest jednak, nie szukając odpowiedzi, ze spokojnym i całkowitym poddaniem się Bożej woli zaakceptować taki stan i mówić za Hiobem: "Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!" (Hi 1, 21). Do tego potrzeba ogromnej ufności oraz wiary w Bożą miłość – wiary na miarę Hioba czy Abrahama.

Niewątpliwie łatwiej jest zmagać się z cierpieniem temu, kto wierzy, dla kogo Bóg, Jego Ojcowska miłość jest czymś rzeczywistym i ma wymiar osobowych relacji, więzi. Ale w jaki sposób pomóc drugiemu wtedy, gdy ten wiary nie ma, lub gdy jego wiara jest mniejsza niż ewangeliczne ziarenko gorczycy, gdy cierpienie doprowadziło go do zupełnego zwątpienia, beznadziei, rozpaczy? Jak pomóc temu, kto nie chce przyjąć bratniej dłoni, a resztkami sił zmaga się z rozlicznymi problemami i uparcie twierdzi, że tylko sam dla siebie może być ratunkiem, że Bóg o nim zapomniał, nie ma dla niego czasu Duchowe cierpienie takiego człowieka, choć niedostrzegalne dla otoczenia, jest pewnie nie mniej dotkliwe niż to, które przeżywa terminalnie chory na raka. Jest to cierpienie tym większe, że nie może go złagodzić żaden, najsilniejszy nawet środek przeciwbólowy.

Jak więc odpowiedzieć na pytania o sens cierpienia i jak skutecznie pomóc cierpiącym? Po wielu latach pracy w szpitalu i bezpośrednich kontaktach z różnorakimi wymiarami cierpienia przekonałam się, że na pewno nie należy robić teoretycznych wykładów na ten temat Najczęściej wszelkie słowa są tu nieodpowiednie. Najlepiej więc, gdy słów jest jak najmniej. Mówić do innych o bólu i cierpieniu może ten, kto sam go doświadczył, ponieważ wtedy wie, jak to jest naprawdę. Do każdego z nas odnosi się jego znamienne pouczenie: "Wobec cierpienia najbardziej właściwe jest milczenie". "Cierpienie jest po to, żeby wyzwalało miłość".

Myślę, że te słowa są w jakiejś mierze odpowiedzią zarówno dla tych, którzy sami doświadczeni chorobą pytają: "za co?", "dlaczego ja?", jak też dla tych, którzy mają do czynienia z niezrozumiałym dla siebie cierpieniem najbliższych. Tu znajdzie również pewne światło ten, kto pragnie pomóc cierpiącemu. Szczególnie, gdy pomoc ta dotyczy tych, którzy nie potrafią uwierzyć, że są bezwarunkowo i bezgranicznie kochani, i że jest to miłość Boga, który dał się ukrzyżować, biorąc na siebie wszystkie nasze słabości.

Milczenie wobec cierpienia, które jest po to, żeby wyzwalało miłość, to być może odpowiedź na pytanie o jego sens i wartość, a może równocześnie lekarstwo i pomoc. Nasza milcząca obecność, będąca wyrazem miłości, to cenny dar, jaki możemy ofiarować cierpiącemu, dar, który łagodzi ból i przynosić ulgę. Tak zwyczajnie, po prostu być i robić to, co w danej chwili możliwe, choćby tylko trzymać za rękę, podać picie, otrzeć pot z czoła czy poprawić poduszkę Być, jak Matka Bolesna była przy Chrystusie na krzyżowej drodze i na Golgocie. Jeżeli w jakikolwiek sposób można pomóc konkretnie, trzeba to zrobić bez zbędnych słów, jak Weronika, gdy otarła twarz Jezusa, jak matka, która w zwyczajnym, codziennym trudzie wciąż na nowo podejmuje te same, monotonne obowiązki, ponieważ bardzo kocha Kiedy już naprawdę nic nie można zrobić, matka po prostu trwa i modli się.

Modlę się również i ja, aby moje ograniczone możliwości pomocy cierpiącemu były poprzez moc modlitwy skuteczne. Równocześnie wiem, że bardzo często albo nawet zawsze, otrzymuję modlitewne wsparcie od tego, komu staram się pomóc, bo w ten sposób okazuje mi swoją wdzięczność. "Cierpienie więc naprawdę wyzwala miłość, a daje się to odczuć we wzajemnych relacjach.

Oby wyzwalało ono o wiele więcej miłości niż rozpaczliwych pytań o jego sens. Bo tylko konkretna, czynna miłość ofiarowana cierpiącemu może go przekonać, że to jego cierpienie ma jakąś wartość. Miłość jest większa od największego cierpienia i tylko miłość wszystko przetrzyma, bo trwa na wieki.

Copyright © Grupa DELFIN 2005-2006

1211636 wizyt

Powered by PHP-Fusion v5.01 © 2003-2005