Grupa DELFIN
Strona głównaLista dyskusyjnaArtykuły Thursday, 09 September 2010
Szukaj
Gość
Login  
Hasło  

Rejestracja
Zapomniałeś hasła?
Nawigacja
Lista dyskusyjna
Artykuły
Księga Gości
Fotogaleria
Kontakt
Informacje osobiste
Szukaj

Katalog stron www
Polecane strony www
Nasze banery
Nasz Przewodnik
Odżywianie w SM
Nasze odżywianie
Mama z SM
Problemy z pęcherzem
Różne
Inne
Codzienność
Moc wyobrażni
Ruch i ćwiczenia
Doniesienia naukowe
Ośrodki rehabilitacyjne
Ciekawostki
dr Joanna
Odpowiedzi
O lekach
Przewodnik SOBIE MOC
Raporty z podróży
Refleksje i listy
Rehabilitacja Wielow...
Tłumaczenia
Agata Augusiak
Opowiadania
Andrzej P.
Wiersze
Iza Bednarczyk
Polecane lektury
Przemyślenia, cytaty...
Wiersze
Moje projekty
Ksiądz Tomasz
Homilie rok 2002
Homilie rok 2003
Homilie rok 2004
Homilie rok 2005
Homilie rok 2006
Homilie rok 2007
Homilie rok 2008
Homilie rok 2009
Homilie rok 2010
Kazania okolicznościowe
Rysiek Pilch
Poprawa mojego zdrowia
Sabina Urbaniak
O Sabinie
Listy
Modlitwy
Refleksje
Wiersze
Zdrowienie
Zbyszek Rękas
O mnie
Naturalne Leki
Przepisy kulinarne
Zosia Choińska
O mnie
Opowiadania
Ważne książki
Poprzednia strona
Kocham Śmierć, bo tylko Ona na mnie czeka
Te słowa wypisane na ścianie przedziału kolejowego przeczytałam jadąc kiedyś pociągiem. Tak głęboko utkwiły mi w pamięci, że ciągle wracają pobudzając do refleksji. Zastanawiam się nie tylko nad tym, kto je napisał, ale zwłaszcza nad tym, jakie głębokie "przesłanie" te słowa w sobie zawierają.

Wydaje mi się, że ich autor nie był szczęśliwy, pogodny, radosny, zadowolony z życia; O wiele bardziej prawdopodobne wydaje się, że w tym momencie był "w dołku", może nawet na dnie rozpaczy... Myślę, że takie słowa może podyktować poczucie głębokiego osamotnienia, duchowa i psychiczna depresja. Może napisało je dziecko z tak zwanego "dobrego domu", któremu rodzice zapewnili wszystko, oprócz swojej miłości... Może do takiego stwierdzenia doszedł ktoś, kto już nie potrafił poradzić sobie ze swoimi problemami, a nie znalazł nikogo, kto poświęciłby mu odrobinę czasu i uwagi; po prostu BYŁ z nim w trudnych chwilach.

Te rozważania wciąż na nowo utwierdzają mnie w głębokim przekonaniu o tym, jak ogromną wartość ma OBECNOŚĆ, jak wielkie znaczenie ma odrobina czasu poświęcona bliźniemu, najmniejszy gest wyrażający zainteresowanie; to może ocalić od rozpaczy.

Matka Teresa z Kalkuty wciąż powtarzała, że najcięższą chorobą naszych czasów jest samotność. Tak wielu jest dziś pośród nas udręczonych codziennymi troskami, obawami, niepewnością jutra. Tylu chorych, którzy czują się niepotrzebni, bo otoczenie daje im do zrozumienia, że są tylko ciężarem. Tak często nawet nasi najbliżsi na próżno oczekują naszej pomocy i wsparcia, bo my po prostu nie mamy dla nich czasu...

Kilkanaście lat temu, pracując jako lekarz, odwiedzałam codziennie pewną rodzinę, gdzie chorowało kilkutygodniowe dziecko. Pewnego dnia, gdy tam weszłam, w ponure listopadowe popołudnie, sześcioletni braciszek mojej malutkiej pacjentki, podbiegając z widoczną radością do matki, powiedział: "Mamusiu, bo jak lekarka do nas przyjdzie, to jest tak, jakby zaświeciło słońce!" Od tego momentu słowa te towarzyszą mi nieustannie. Pełne dziecięcej prostoty i szczerości, tak bardzo głęboko uświadamiają mi, jak wielkie znaczenie może mieć dla kogoś kilka chwil mojej obecności. Bo skoro mój gest, odrobina czasu i zainteresowania jest przez kogoś wyczekiwany jak upragnione słońce w długie, ponure, deszczowe dni; to ja nie mogę się tak łatwo usprawiedliwiać: "mam ważniejsze sprawy", "jestem zmęczona". Może właśnie ten mój gest, kilka chwil rozmowy; mimo zmęczenia i braku czasu; pomoże komuś przetrwać w cierpieniu, rozpali lub ocali iskierkę nadziei, uchroni od rozpaczy. Tak niewiele potrzeba...

Może osobie, która napisała te dramatyczne słowa, zabrakło właśnie takiego "drobiazgu"...

Copyright © Grupa DELFIN 2005-2006

1211640 wizyt

Powered by PHP-Fusion v5.01 © 2003-2005